Brigitte Hammer
Gefördert durch:




od lewej: Widok z »Oderturmu« Frankfurt nad Odrą i Słubice; Kolokwium we Frankfurcie nad Odrą, 2003: Lewandowsky, Ulrichs, Górecki, Cordes, Walter, Prigov, Köker, Jaeggi, dr Hammer; Zdjęcia: Udo G. Cordes (1), Heidi Gohde (2)


 

Dr Brigitte Hammer – Realizacja projektu jako dziaalno artystyczna

Krótko po zakończeniu ostatnich Documenta XI w Kassel, międzynarodowi artyści sformułowali drogą Internetu żądanie, aby kolejna, dwunasta edycja tego światowego wydarzenia kulturalnego o bogatej tradycji została w 2007 roku zaprojektowana i przeprowadzona przez jednego lub kilku artystów. Tymczasem mianowano już nowego dyrektora i wydaje się być rzeczą znamienną dla narastającej niechęci w stosunku do kultury imprez masowych na początku XXI wieku, że rada nadzorcza spółki documenta zdecydowała się na 41-letniego Rogera M. Buergela, który oprócz reputacji organizatora wystaw może wykazać się także ukończonymi studiami malarstwa w Wiener Kunstakademie, a w pierwszych wywiadach wychwalał rozkosze wypływające z piękna kontemplacji.

W kwietniowym wydaniu pisma »Kunstzeitung« berliński znawca sztuki Jeannot Simmen stawia polemiczne pytanie, czy kuratorzy źle służą sztukom plastycznym i są nieszczęściem dla artystów, po czym odpowiada na nie tyradą przeciw imprezowemu cyrkowi, a za krytycznym i wrażliwym podejściem do dzieł sztuki jako zmysłowych komponentów w przemyślany sposób modelujących przestrzeń, w której wystawca obiera świadomie kolor, formę, tworzywo, proporcję i kompozycję a widzowie doświadczają zarazem dławiącej bliskości i utopijnej dali. W dawno minionych i zapomnianych już czasach, w których artyści koncentrowali się wyłącznie na tworzeniu swoich dzieł, koncepcją i organizacją wystaw zajmowali się uczeni historycy sztuki. Przybliżali oni artystom, będącym ekspertami w kwestii praktyki, historyczne podłoże i tło interpretacji, dla której w ramach ilustracji powstać miały dane dzieła sztuki. Długo utrzymująca się dominacja sztuki wykoncypowanej zaowocowała wieloma wariantami szerokiej definicji sztuki i przyniosła zmianę pojęcia dzieła, które przestało oznaczać pojedynczy obiekt, ale występowało w nierozerwalnym związku ze swoim otoczeniem.

Skutki tej zasadniczej przemiany prowadzące aż do koncepcji ›sztuki w kontekście‹ zmieniły także znacznie rolę artysty jako autora dzieła oraz rozszerzyły jego kompetencje w stosunku do tworzywa i formy również na sferę teorii czy idei. Znamienitym i szeroko dyskutowanym poza lokalnym środowiskiem przykładem tej tendencji była decyzja kierownictwa Muzeum Sztuki w Düsseldorfie, które przed kilkoma laty przy urządzaniu świeżo wyremontowanego budynku zaprosiło artystów Akademii Sztuki do zaprojektowania powierzchni wystawowej według wyłącznie artystycznych kryteriów. Jeśli rozpatrujemy międzynarodowy projekt artystyczny »Goetzen – Ja i inni« w kontekście powyższych rozważań, należy zastanowić się nad specyficznymi artystycznymi aspektami tego rozległego programu, którego szeroko zakrojone ramy intelektualne i ogromna praca wykonana w trakcie pięcioletniego procesu przygotowań i projektów wykraczają znacznie poza to, co manifestuje się w skonkretyzowanej formie w różnych punktach miast po obu stronach Odry – we Frankfurcie i Słubicach.

Sześć elementów projektu – wystawa w Kościele Pokoju, GoetzenHäuser wzdłuż wybrzeża Odry, taśma z zapisem odpowiedzi nadesłanych w związku z ankietą w budynkach uniwersyteckich, Rzeźba Europy i niniejszy katalog wraz z esejami na temat »Ja i inni« – składają się na kompleksowy system uzupełniających się obrazów, myśli i kontekstów, których niezwykła różnorodność świadczy o tym, że artysta jako kurator nie jest niewolnikiem ściśle określonej koncepcji i nie ogranicza się do żadnej ciasnej teorii. Wspiera on natomiast jakościowe poszukiwania w najróżniejszych kierunkach i w ten sposób realnie praktykuje rodzaj swobody artystycznej, która szczególnie silnie i na wielu płaszczyznach koresponduje z ideą pokonywania granic leżącą u podstaw przedsięwzięcia.

Nie oznacza to jednak, że poszczególne części projektu formalnie czy koncepcyjnie rządzą się własnymi prawami. To, że każdy element komponuje się bezwarunkowo w ściśle określony i przeprowadzony plan, można wykazać na przykładzie wystawy w Kościele Pokoju. Inscenizacja dzieł sztuki w budynku kościoła respektuje historyczną postać tej dawnej sakralnej przestrzeni potęgując jednocześnie jej aurę w niezwykły i poruszający sposób, nie tłumiąc ani nie zakłócając jednak oddziaływania samych dzieł. Obrazów nie zawieszono na ścianach kościoła, które jedynie otaczają ekspozycję i służą jej jako stonowane tło. Pochód uciekinierów autorstwa Helen Escobedo uwydatnia proporcje nawy głównej, a wiszące, swobodnie poruszające się formy malarskie Veita Hofmanna przemierzają płynnie przestrzeń pod sklepieniem, ponad neogotycką emporą, nad prowadzącymi w wysoką dal ołtarza schodami, obok świetliście białej rzeźby domu autorstwa Udo G. Cordesa. Także pozostałe dzieła wpasowują się w dominującą architekturę – prace Bogny Burskiej w oknach na północnej ścianie, tak samo jak te Helge Leiberga na południowej fasadzie; grupa głów autorstwa Jacka Wesołowskiego w relacji do ściany północnej, tak jak drobna figurka Jezusa Bucco w bocznej niszy na ścianie południowej. I ogromne prace i te mniejsze potrafią przy tym w jednakowym stopniu obronić swoją indywidualność i na równych prawach wchodzą ze sobą w swobodny dialog, wyrażający w istocie robocze zapiski artysty i podkreślający trafność jego wizjonerskiej pasji tworzenia.

Nie wdając się w tym miejscu w drobiazgowe rozpatrywanie artystycznych podwalin pozostałych elementów przedsięwzięcia można stwierdzić, że projekt »Goetzen – Ja i inni« tworzy zdecentralizowaną przestrzeń doznań, w której obiekty sztuki współgrają ze sobą w szczególny i niezwykle zmysłowy sposób. Coś takiego umie osiągnąć jedynie artysta. Impulsy, jakimi kształtuje tę przestrzeń wynikają z artystycznej idei oraz wyrobionego wyczucia smaku człowieka, który miał również hart ducha, dar przekonywania i niezłomną motywację, aby z wytrwałością rzeźbiarza, wbrew wszelkim przeciwnościom, zrealizować w twardej materii zrodzoną w wyobraźni wizję.